Rozdział I : Poderżnęli gardła i ochrzcili Nas krwią...
23:16:36 21/04/2011
Zbrodnia,kara,litry wina i tak historia ta się zaczyna....
Około czterystu lat później....
-Dog! Łap go od prawej!-wrzasnął w biegu białowłosy mężczyzna z tatuażem okalającym jego oko.
Wywołany mężczyzna był wysoki,dobrze zbudowany i był posiadaczem dużych szkarłatnych oczu,które idealnie łączyły się z barwą jego długich włosów w kolorze mahoniu. W mgnieniu oka zastąpił drogę wilkołakowi,który szczekał wściekle,aż piana toczyła mu się z pyska. Spojrzenie,które posłał zwierzęciu było przerażające.Zamachnął się i głowa wilkołaka zsunęła się powoli kiedy chciał zaatakować.Fala krwi trysnęła ku górze.Mężczyzna idealnie wyminął fontannę krwi podchodząc do białowłosego. Złapał go agresywnie za koszulę.
-Nigdy...nie nazywaj mnie Dog,bo wybiję Ci kły i rzucę na szaniec....Siergiej.-uprzedził go. Jego głos był niesamowicie aksamitny,ale mina,która temu towarzyszyła zdecydowanie przyprawiała o poważny atak strachu o życie.
-Super! Dziewczynki sobie pogroziły,więc możecie już wsiadać?-warknęła z samochodu dziewczyna o równie białych włosach co Siergiej.
-Dziewczynki...powiedziała 'kobieta',która nie ma cycków...-w tym momencie dostał cegłą w twarz. Zasłonił twarz dłońmi zalewając się krwią.
-Natasha powinnaś się uspokoić...biust Ci w końcu zejdzie jeśli przestaniesz się wiązać...-westchnęła zrezygnowana kobieta o płomiennie rudych włosach.
-Panienka z Belfastu...-westchnęła zrezygnowana Natasha.
Kiedy wszyscy byli już w samochodzie Siergiej odpalił silnik.Jadąc autostradą tylko Siergiej był skoncentrowany na drodze,Natasha i Meree kłóciły się ,który z brytyjskich aktorów jest przystojniejszy. Siergiej mało nie zwariował,w duchu dziękował ,że jego sąsiad wpatrywał się w przestrzeń za oknem.
-Matt, wszystko dobrze?-zagadnął zmartwiony Siergiej.
Matthew jednak milczał jak zaklęty gapiąc się w ciemną ścianę lasu.
W jednej chwili przed ich samochodem przemknęło coś na kształt tygrysa.
-Co to było?!-Rusek zatrzymał samochód i spojrzał za obiektem.Kiedy ruszył ponownie przeklinając pod nosem po rosyjsku uderzył w coś z taką siłą,że cały przód samochodu był skasowany.
-Co do cholery?!-zaklęli wszyscy obecni.Matt wysiadł z samochodu.
W odległości jakichś czterystu metrów od samochodu leżała postać.Matt podszedł nieco bliżej. Jego oczom ukazała się czarnowłosa kobieta leżąca w kałuży krwi. Nieco dalej leżała martwa puma...,z której to uchodziła krew.
Mężczyzna podszedł do kobiety.Niepewnie odgarnął falę czarnych włosów z jej twarzy.
-Noo...Matt ładnie...grecka bogini objawiła Ci się tej nocy, co?-zagwizdał zachwycony Siergiej.
Matt wstał i uderzył towarzysza w tył głowy otwartą dłonią.
-Stul pysk Paramonov...Tobie tylko jedno w głowie...-warknął.
Nachylił się nad kobietą. Co jak co,może Siergiej jest głupim kobieciarzem,ale co do jednego miał racje...była piękna...piękniejsza od Wenus.
Matt wsunął jedną dłoń pod jej plecy,a drugą chwycił ją pod kolanami.Kiedy ją niósł do samochodu,Natasha odwróciła się w ich stronę.
-Samochód naprawiony...a to co?-zmarszczyła niezadowolona brwi.
Meree podeszła do Matta.
-Skąd ją wytrzasnąłeś? Nie obrażając nikogo,ale jest naprawdę piękna...-westchnęła. Irlandka była prawdziwą koneserką piękna.
-No już...wsiadajcie! Musimy wrócić przed świtem jeśli chcecie,żeby Wasz 'BOHATER' nie zaczął się błyszczeć jak dwudziestocztero-karatowy diament.-żachnęła się Rosjanka.
Ruda zrobiła to co wcześniej zrobił Matt Siergiejowi - cios w tył głowy.
Reszta podróży minęła w ciszy. Szkot siedział z tyłu trzymając w ramionach czarnowłosą.
-Czy ludzie nie powinni być ciepli?-spytał nagle kiedy wysiadali z samochodu.
-Co masz na myśli?-Siergiej zmarszczył brwi zarzucając sobie na ramię torbę z bronią.
-Znaczy wiesz...dla mnie jest ciepła,ale...jeśli jest człowiekiem powinna być cieplejsza...nie?-stwierdził niepewnie.
Meree dotknęła jej czoła. Zmarszczyła brwi.Dotknęła szyi Matta.
Pociągnęła nosem nachylając się ku nieprzytomnej dziewczynie.
-Wampir...-stwierdziła z przekonaniem.
-Nie możliwe...-Natasha cofnęła się o krok.
Matt bez słowa ruszył w stronę bram średniej wielkości zamku.
Białowłosy dogonił go.
-Co masz zamiar zrobić? Możliwe,że jest z Twojego gatunku,ale wiesz...nie wiadomo po czyjej stronie się opowie...-Siergiej spojrzał na dziewczynę,a potem na przyjaciela.
-Nie wiem...wolałbym,żeby była bezstronna...w tedy będzie większa szansa,że zechce z nami współpracować...-westchnął szkarłatnooki.
Dwa dni później...
Dziewczyna przesunęła ręką po pościeli. Jedwab.Zerwała się do pozycji siedzącej i dotknęła swojej szyi.Westchnęła i rozglądnęła się już nieco spokojniejsza po pokoju.Prócz niej samej nie było tam nikogo,ale za drzwiami usłyszała szybkie kroki.
Usłyszała też jak niesamowicie delikatny kobiecy głos wypowiedział imię" Matthew."
Drzwi pokoju otworzyły się. Stanął w nich mężczyzna,którego nigdy wcześniej nie widziała.Poruszyła się niespokojnie.Satynowa koszula nocna na ramiączkach,którą miała na sobie przesunęła się na jej ciele.
Usłyszała jak z ust mężczyzny wydobył się bezgłośny jęk. Zlustrowała go spojrzeniem : Był dużo wyższy od niej,jego włosy były mahoniowe,oczy połyskiwały żywym szkarłatem. Reasumując na pewno człowiekiem nie był.
Podszedł bliżej. Cofnęła się na tyle,że jej plecy zagłębiły się poważnie w stercie poduszek za nią.Mężczyzna wyciągnął ku niej dłoń.
Nie wiedziała dlaczego tak na niego reagowała,ale spanikowana nie mogła się nawet ruszyć. Kiedy jego dłoń zetknęła się z jej policzkiem zaczerpnęła gwałtownie powietrza.
Na twarzy mężczyzny pojawił się uśmiech,uśmiech,który wywołał u wampirzycy nagły przypływ spokoju.
-Nazywam się Matthew McManus.-przedstawił się dotykając jej policzka.
Dziewczyna doszła do siebie. Przełknęła ślinę i skrzywiła się czując krew.
-Ireth Sîrfalas...-mruknęła cicho zawstydzona swoim zachowaniem.
W chwili kiedy wymówiła swoje imię i nazwisko w oczach jej rozmówcy pojawił się dziwny błysk.
-Ireth...-zaczął spokojnie i delikatnie zsunął dłoń z policzka ,chwytając w obie dłonie jej ręce,które teraz zdały się tak niesamowicie kruche- powiedz...jesteś wampirem?-przeczył sam sobie. Doskonale wiedział,że nim jest.
-Tak...,ale..-zaczęła,ale jej przerwał- Więc...możesz mi powiedzieć,co robiłaś dwa dni temu w lesie niedaleko starych ruin?-spytał,a w jego głosie można było wyczuć nutę zniecierpliwienia.
-Goniłam wilkołaka,który tego samego dnia spustoszył wioskę w Andach.-odparła zupełnie szczerze.
Matt odetchnął z ulgą. Spojrzał na ich dłonie i zobaczył,że Ireth niepewnie muska jego palce swoimi.
Spojrzał jej w oczy uśmiechając się przyjaźnie.
-Możecie wejść...-westchnął z ulgą,a na twarzy Ireth pojawiło się przerażenie. Więcej ich?
Do pokoju weszli kolejno: średniego wzrostu kobieta o płomiennie rudych włosach i trawiastych oczach z niesamowicie uroczym uśmiechem,Białowłosa dziewczyna,niska bardzo podobna do mężczyzny,który wszedł za nią,oboje mieli fioletowe oczy.
Cała 'nowo-przybyła' trójka ustawiła się dookoła łóżka.
-To jest Ireth Tinúviel. Ireth jest po naszej stronie.-zaczął uradowany wampir.W tym momencie całkowicie bezceremonialnie tuż obok Ireth na łóżku usiadła Rudowłosa.
-Więc masz na imię Ireth? Świetnie...Jestem Meree Kitade.-uśmiechnęła się widząc jak Matt obejmuje jej dłonie.
-Ja jestem Siergiej Paramonov,a to moja siostra Natasha.-uśmiechnął się do niej białowłosy.
Ireth zaczerpnęła powietrza i rozglądnęła się dookoła.
-Miło mi was poznać...-przyznała cicho.Matt wstał oswobadzając jej dłonie.
-Dobra Siergiej,chodź Panie muszą zostać same...-przyznał wychodząc razem z nim z pokoju.
Meree stanęła przy szafie.
-Co lubisz nosić? Czerń? Purpura? Gothic? Punk?-zaczęła wyliczać.
Natasha usiadła rozleniwiona jak perska kotka w fotelu.
-Meree uspokój się to tylko wampir,one nie mają gustu...-ziewnęła przeciągle.
-Nie mówiłaś tak,póki się nie okazało,że Matt nawet Cię nie lubi...-burknęła wyłaniając się z szafy z wieszakiem w ręku.
-Co powiesz na to?- Meree na łóżku położyła czarne dżinsowe rurki,czarną bluzkę z długim rękawem,komplet bielizny i trampki Converse.
Ireth przyjrzała się temu dokładnie.
-Mogłaby Pani coś...erm..-Meree klepnęła ją lekko w ramię.
-Jestem Meree,a nie Pani. Założę się ,że jesteś ode mnie starsza-zaśmiała się.- Mam zmienić bluzkę?-wygrzebała z szafy białą koszulę z lekko rozszerzającymi się rękawami,a do tego czarną marynarkę w podobnym stylu.
-O tak to będzie dla Ciebie idealne,Ireth.-przyznała z tryumfalnym uśmiechem Irlandka.
Ireth po namowach kobiety przebrała się. O dziwo nawet Natasha,która WIDOCZNIE i BARDZO DOTKLIWIE okazywała jej niechęć,stwierdziła,że dobrze wygląda.
Meree nie mogła się też powstrzymać przed tym by ułożyć włosy nowej lokatorce.
-Są genialne...jak je przeważnie upinasz?-spytała rozczesując jej włosy.
-Cóż...w koka...-mruknęła zażenowana.
-Niee! Profanacja! Uczeszemy Cię zgodnie z panującym trendem!-po niespełna godzinie Ireth była już uczesana.
Włosy miała związane w warkocza,którego Meree zakończyła małym ostrzem ze srebra.
Po długich i męczących przygotowaniach.
Do salonu wpadła Natasha.Największa aktorka w całym domu.
-Wygląda okropnie! -ryknęła śmiechem trzymając się za brzuch.
Siergiej i Matt wymienili pełne pogardy spojrzenia.
W tym samym czasie w drzwiach pojawiła się Meree.
-Dobra! Teraz wytrzyjcie wzrok i oceniać...prócz Ciebie ty radziecka zarazo...-rozkazała rzucając Natashy mordercze spojrzenie.
-Ireth Sîrfalas!-klasnęła w ręce po czym rozłożyła je w geście prezentującym. Ireth nie miała najmniejszej ochoty na takie ceregiele.
Weszła do salonu i jej spojrzenie padło od razu na wampira,który odwzajemniał zaciekawione spojrzenie.
-No Meree spisałaś się...-wampir zaklaskał z aprobatą.
Irlandka dumnie poprowadziła wampirzyce przez salon i popchnęła się na kolana Szkota,który był równie zaskoczony co popychana wampirzyca.
-Sprawdziłam ją.-oznajmiła rudowłosa.
Usiadła obok Siergieja,który zlustrował zielonooką wzrokiem.
-Ireth Sîrfalas jest narzeczoną Matta,która została uprowadzona dokładnie w dzień ślubu.Pamiętasz? Z ta subtelną różnicą,że w tedy miała rude włosy i była bardziej piegowata niż ja.-wyjaśniła.
Matthew spojrzał na Ireth,która usiłowała zejść z jego kolan.
-Poczekaj...-szepnął usadzając ją obok siebie ,obejmując ramieniem.
-Tak więc...-ciągnęła- to wyjaśnia dlaczego tak bardzo się upierałeś,żeby ją zabrać do siedziby głównej i - w tym momencie Meree spojrzała uradowana na Ireth.- dlaczego tak bardzo Cię do niej ciągle ,braciszku.-wyszczerzyła się.
Matt skarcił wzrokiem Siergieja,który naturalnie miał nieprzyzwoite myśli.
-Meree chyba nie myślisz,że Ireth po tylu latach pamięta cokolwiek z ludzkiego życia?-uniósł brew zaciekawiony.
-Nie dokładnie,ale zobacz jak się do Ciebie przytula.-wskazała na nią.
Fakt Ireth tuliła się do niego,ale tylko i wyłącznie dlatego,że przy nim czuła się bezpieczna i tylko jego była w stanie tolerować ze względu na zapach.
Matthew pogłaskał jej policzek.
-Pamiętasz cokolwiek?-spytał czule.
Ireth spojrzała na niego. Zmartwiona tym,że niczego nie może sobie przypomnieć zmarszczyła brwi.
-Przypomnisz sobie...Siergiej przynieś sam wiesz co.-powiedziała Meree tajemniczo rozczesując włosy palcami.
Ireth spojrzała na Matta,który w tym momencie wymieniał porozumiewawcze spojrzenie z siostrą.
Zarys szczęki wampira był niesamowicie znajomy.
Wampirzyca podniosła rękę i najdelikatniej jak potrafiła przesunęła palcem po linii jego żuchwy.
-Jako człowiek byłeś złotowłosy?-spytała cicho,a głos jej zadrżał.
Wampir uśmiechnął się pobłażliwie.
-Owszem...-zgodził się,a jego twarz rozjaśnił uśmiech.
Siergiej wpadł do salonu trzymając w ręce sporą fiolkę z krwią i rulon papieru.
-Daj jej to. Ireth wypij tą krew i oglądnij rysunek.-poinstruowała Meree.
Błękitnooka otworzyła fiolkę z krwią i do jej nozdrzy momentalnie dotarł upajający zapach ludzkiej krwi.
Zbliżyła flakonik do ust. Przechyliła go wypijając całą zawartość buteleczki.
Następnie rozwinęła rulon i zobaczyła dwoje niecodziennie pięknych ludzi. Mężczyznę,który do złudzenia przypominał Matta ze złotymi włosami i pięknymi błękitnymi oczami oraz kobietę,rudą kobietę z oczami zielonymi jak trawa.Machinalnie dotknęła swoich włosów i przed oczami stanęła jej wizja samej siebie tuż po przebudzeniu.
-Zostałam zamordowana w Dublinie...przez wampira imieniem Morgan.-wyszeptała przesuwając palem po rysunku.
W jej głowie pojawiały się coraz to nowe wspomnienia.Matthew jako człowiek ubrany w kilt oraz Meree...jako mała urocza dziewczynka.
-Meree jesteś elfem?-spytała cicho nie odrywając oczu od kartki.
-Nom.-przytaknęła szczerząc się uradowana.
-Matt miał być wodzem...-przerwała przełykając ślinę.-..ale zrezygnowałeś przeze mnie...-westchnęła ,żeby ukryć drżenie głosu.
Wampir ujął jej dłoń.
-Thor chciał,żebyś do mnie wróciła...-wtulił policzek w jej włosy.
-GÓWNO PRAWDA!-żachnęła się Natasha.
-Znowu to samo...-westchnął zrezygnowany Siergiej.
Ireth spojrzała na Siergieja,który zabił się niewidzialnym nożem.
-Ona tak zawsze...-westchnęła Meree.- ma żal,że Matt szukał Cię przez ostatnie czterysta lat zamiast być z nią.-wyjaśniła zrezygnowana elfica.
Rudowłosa miała już jej dość więc wstała i wytachała ją za drzwi z salonu.Po dwóch potężnych wybuchach Meree wróciła już bez Natashy.
-Gdzie tym razem?-spytał Matt unosząc brew.
-Syberiaa!!-zanuciła radośnie z Siergiejem.
Ireth najwyraźniej mocno zszokowana oparła się o Matta i westchnęła marszcząc brwi.
-To normalne. Zawsze kiedy wraca jest poważny Sajgon.-burknął
-Jesteście niemożliwi...-westchnęła zrezygnowana.
-Przywykniesz...-wyszeptał jej do ucha.
Objął ją ramieniem i wtulił w swój tors.
Ireth przymknęła oczy. Jeszcze nie do końca odzyskała siły,ale nie czuła potrzeby polowania.
-Jesteś wśród swoich Ireth...-mruknął czule wampir.
-Mhm...-westchnęła.
Siergiej i Meree wymknęli się cichaczem do kuchni. Do tej pory w domu jedynym nie jedzącym był Matt,a teraz miał tak zwanego 'towarzysza broni.'
Jest to prawdziwy początek czegoś co nie miało miejsca...jak to się potoczy?
Głosuj (1)
b.russian
[Powrót] Komentuj» bez podpisu
» 09:41:06 3/08/2011zalogowany | http://slepo.wierzyc.w.milosc.blog4u.pl/ IP: zalogowany
Świetne opo...
Zapraszam do siebie...
